czwartek, 21 maja 2015

Makaron faszerowany botwinką

Makaron na cztery pory roku - wiosna!


 Kolejny nasz MMMAK-owy makaron. Na szczęście wiosna jeszcze trwa i mam nadzieję, że spodoba się Wam moja propozycja. 
Ta pora roku rodzi wiele nowalijek, które można wykorzystać  do makaronu. Ja nadziałam muszle botwinką i gorąco zachęcam do spróbowania:-)



Składniki ( na 2 osoby):
  • 200 g makaronu conchiglioni,
  • 2-4 pęczków liści botwinki,
  • 1 łyżeczka masła,
  • 2 łyżki śmietany 18 % tł,
  • 1- ząbki czosnku,
  • ser mozarella,
  • ser twardy dojrzewający (u mnie bursztyn),
  • sól, biały pieprz.
Przygotowanie:

Listki botwinki chwilę gotować w słonej wodzie. Odcedzić, pokroić na kawałki. Podsmażyć na maśle, dodając czosnek, śmietanę, sól i pieprz. Podlać wodą i chwilę podsmażyć. Makaron ugotować al dente w słonej wodzie. Wystudzić. Nadziać farszem, posypać na wierzchu  startymi serami i zapiekać 15-20 minut (do zrumienienia) w 190 stop. C.






Zapraszam na wiosenny makaron do  Magdy, Małgosi, Ali i Kamili!

wtorek, 19 maja 2015

Chleb orkiszowy z kaszą gryczaną



Kasza gryczana  po raz drugi w życiu zaskoczyła mnie na plus. Generalnie nie lubię jej, ale jak Amber zaprosiła nas do co miesięcznej piekarni, pomyślałam, że może w tej wersji będzie zjadliwa.
I jest:-) Powiem więcej, będę wracać do tego chleba... Czyli może  polubimy się z kaszą gryczaną;-)
Przepis został wybrany przez Elę z bloga W poszukiwaniu Slowlife. A na nasze majowe pieczenie zaproponowała Chleb orkiszowy z kaszą gryczaną 




Chleb orkiszowy z kaszą gryczaną
podaję za Elą

Zaczyn:
  • 2 łyżki zakwasu żytniego,
  • 210 g wody,
  • 165 g mąki orkiszowej pełnoziarnistej (u mnie typ 2000).

Wymieszać, przykryć szczelnie, zostawić w temperaturze pokojowej na 12-24 godziny.

Ciasto właściwe:
  • 1/2 szklanki kaszy gryczanej (użyłam kaszy niepalonej) – po ugotowaniu 1 pełna szklanka kaszy,
  • cały zaczyn,
  • 160 g letniej wody,
  • 1/4 łyżeczki drożdży instant – jeśli mamy mocny zakwas można spokojnie pominąć  (ja pominęłam),
  • 2 łyżeczki soli morskiej,
  • 2 łyżeczki płynnego miodu,
  • 300 g mąki orkiszowej pełnoziarnistej (u mnie typ 2000).
Przygotowanie:

Do wody dodać zaczyn, wymieszać, dodać resztę składników, miksować na średnich obrotach ok. 1-2 minuty.
Przełożyć do foremki wysmarowanej olejem i wysypanej otrębami (ja wysypałam ziarnami słonecznika), odstawić w ciepłe miejsce do wyrośnięcia. Ciasto ma wypełnić foremkę do brzegów. Wyrośnięty chleb posmarować olejem roślinnym. Piec 15 minut w 220 st. C, 45 minut w 190 st. C. Studzić na kratce, kroić po zupełnym ostudzeniu.





sobota, 16 maja 2015

WWF - Kampania na rzecz ochrony różnorodności biologicznej mórz i oceanów - warsztaty kulinarne


Czy wybierając rybę na obiad zastanawiamy się czy jest gatunkiem zagrożonym? Czy jej połów zaburza ekosystem? Raczej wybór nasz pada na to, czy jest ona świeża i smaczna. Na pewno nie zastanawiamy się jak została złapana, czy w sposób legalny i przyjazny środowisku? Choć jestem pewna, że nie jest to nam obojętne.
W tym tygodniu miałam okazję uczestniczyć w warsztatach kulinarnych, które odbyły się w Studio Kulinarnym Look&Cook zorganizowanych przez organizację WWF Polska w ramach  „Kampanii na rzecz ochrony różnorodności biologicznej mórz i oceanów”. Projekt finansowany był ze środków pochodzących z Islandii, Lichtensteinu i Norwegii w ramach funduszy EOG. Chodziło o zwiększenie świadomości społecznej na temat wpływu codziennych decyzji konsumenckich na różnorodność biologiczną mórz i oceanów.
Nadmierne połowy i prowadzone w sposób nieodpowiedzialny szkodzą całemu ekosystemowi. Ginące ryby powodują załamanie całego łańcucha pokarmowego. W następnej kolejności zagrożone są zwierzęta odżywiające się rybami, a także cały ocean czy morze z powodu rozprzestrzeniania się glonów czy planktonu, który w normalnych warunkach jest jedzony przez ryby. Naukowcy stwierdzili, że takie tempo połowów spowoduje wymarcie morskiego życia w ciągu 40 lat. I nie chodzi o uratowanie setek zagrożonych gatunków, ale o zachowanie równowagi ekologicznej. Jest ona kluczowa dla ekosystemu i to od niej zależy jakość naszego życia.
Ania Ratajczak z organizacji WWF uświadamiała uczestników  jak przez zrównoważony połów można temu zapobiec i zmienić świadomość nas - konsumentów.  Jeśli połowy są nadmierne lub prowadzone w sposób nieodpowiedzialny, wpływ ten jest negatywny i może nieść za sobą katastrofalne skutki. Ogromnym problemem związanym bezpośrednio z rybołówstwem jest tak zwany przyłów, czyli łapanie w sieci przypadkowych gatunków zwierząt, które często giną złapane w pułapkę. Problemem jest także łapanie w sieci młodych ryb, które nie zdążyły jeszcze wydać na świat potomstwa oraz metody połowów niszczące środowisko życia morskich gatunków, takie jak np. trałowanie denne. Metoda ta polega na przeciąganiu sieci przy dnie morskim i przypomina oranie pola.
Uniknięciem tych makabrycznych praktyk jest zakup produktów z certyfikatem MSC. Gwarantuje on, że ryby nim opatrzone pochodzą z niezagrożonych gatunków czy też ławic i są wyławiane w sposób przyjazny dla środowiska.
Jednak największym gwarantem zachowania równowagi ekologicznej jesteśmy My sami. I od naszych decyzji, co zjemy na obiad, zależy  jak będzie w przyszłości wyglądać nasze środowisko, w którym żyjemy. Bądźmy więc świadomi naszych wyborów!

Poniżej są przedstawione gatunki, które mają zielone światło na spożycie, których spożycie należy ograniczyć i te, które są zagrożone:

Źródło: WWF Polska

Po części teoretycznej  przystąpiliśmy do wspólnego gotowania pod okiem Sebastiana Gołębiewskiego, znakomitego fachowca i pasjonata rodzimej kuchni, który opracował na tę okazję specjalne przepisy na potrawy z ryb  oznaczonych zielonym światłem wg. poradnika Fundacji WWF Polska „Jaka ryba na obiad?”.

 

Zostaliśmy podzieleni na 5 zespołów, w skład których wchodzili: szef kuchni, bloger kulinarny i uczeń szkoły gastronomicznej. Każdy skład przygotowywał inne danie, które na koniec degustowaliśmy. W miarę możliwości można było przepisy modyfikować. Atmosfera warsztatów była przesympatyczna. Bardzo podobała mi się ich forma, można było czerpać pokłady kulinarnej wiedzy od szefów.
Nasz zespół przygotowywał dorsza atlantyckiego z palonym masłem podanego na ziemi z pumpernikla, z karmelizowanymi warzywami. Szefował nam Maciek Ostrowski, który przydzielił mi do zrobienia pesto z pędów marchewki i musu brokułowego.


Pozostałe grupy przygotowały równie ciekawe i godne powtórzenia potrawy. Na przystawkę była podana w sposób nowatorski szuba  z podwędzanym śledziem i bardzo ciekawym sosem sojonezem na bazie mleka sojowego.


Zaskoczeniem in plus, była zupa z białych warzyw z panierowanym karpiem w szafranowym puchu. I nie była to zupa świąteczna. Karp w panierce panko odkrył przed nami zupełnie inne oblicze.


Wybornie smakowała makrela w papilotach podana w towarzystwie kaszy owsianej. Było to chyba najlepszy dodatek serwowany na tym spotkaniu. Na pewno będzie moją inspiracją :-) Czyż nie wygląda znakomicie?


Ostatnim serwowanym daniem był czarniak podany na biełudze w sosie estragonowym. Totalny odlot. Jak dla mnie najlepsze danie rybne jakie jadłam dotychczas. Zresztą większość uczestników podzieliło moje zdanie:-)



Podsumowując,  bardzo dziękuję organizatorom za zaproszenie. Było to niezapomniane spotkanie. Dzięki niemu miałam okazję poznać przesympatyczną Małgosię z bloga Daylicooking ,szefów kuchni z restauracji  naszego regionu, blogerki z Zielonej Góry, ponownie spotkać Danusię z Kocurkowej kuchni babuni. Zaszczytem było móc gotować i kosztować potraw autorskich Sebastiana Gołębiewskiego. Każde tego typu wydarzenie daje mi mnóstwo inspiracji, niezapomnianych wrażeń i możliwość poznania ciekawych ludzi. Mam nadzieję na kontynuowanie znajomości z niektórymi uczestnikami;-) 
Zaszczyciły nas swoją obecnością również media zielonogórskie, którym wydelegowana i stremowana udzielałam wywiadów. Choć wywiad w tym przypadku to za dużo powiedziane. Po prostu udzieliłam krótkich wypowiedzi odnośnie tej akcji;-)  Szkoda, że nie odwiedził nas prezydent Zielonej Góry, który wcześniej się zapowiedział...Kampania wówczas miałaby szerszy zasięg w naszym regionie;-)
(Skrót reportażu można zobaczyć tutaj  oraz posłuchać tam).

*Wykorzystałam w I części postu materiały reklamowe ze strony internetowej WWF Polska.






wtorek, 5 maja 2015

Wiosenna sałata z avocado, rzodkiewką i orzechami laskowymi


Dzisiaj chcę Wam zaproponować sałatę, która może być dodatkiem do grillowanych mięs lub samodzielnym lekkim posiłkiem na wiosenny czas.
Teraz wiosną chcę jeść dużo zielonego, ale kiedyś było inaczej. Pamiętam jak ściągałam wszystkie warzywa z kanapek…Aż do momentu matur, kiedy to nasi rodzice przygotowywali pyszne wielgachne buły, obłożone mnóstwem kolorowych dodatków. Nie pamiętam tematów mojej matury, a pamiętam smak tych kanapek;-) Był nieziemski. Pomijam fakt, że  były w nich również pochowane ściągi;-) I od tamtej pory im więcej jest  napakowane na pieczywie tym lepiej. Niestety dzisiejsi maturzyści już nie mają tak dobrze;-)


Składniki:
  • sałata rukola,
  • 1 avocado,
  • kilka rzodkiewek,
  • pół ogórka wężowego,
  • posiekane orzechy laskowe,
  • ostropest zmielony (niekoniecznie).
sos: 
  • 50 ml oliwy z oliwek,
  • kilka kropel octu z białego wina,
  • pół łyżeczki miodu,
  • pół łyżeczki musztardy dijon,
  • można dodać odrobinę wody,
  • posiekana natka pietruszki,
  • sól do smaku. 
Przygotowanie:
  
Rukolę umyć, wysuszyć, ułożyć na talerzu. Rzodkiewkę pokroić w plasterki i rozrzucić na sałacie, dodać  pokrojone na kawałki lub plastry avocado. Nożykiem do warzyw pokroić ogórka w paski, dodać na wierzch. Orzechy uprażyć na patelni, posypać sałatę. Można pospać odrobiną ostropestu. 
W słoiczku lub w shakerze do sosów wymieszać wszystkie składniki sosu. Polać sałatkę.


wtorek, 28 kwietnia 2015

Master Chefs 4 dogs VI edycja w Zielonej Górze - relacja


25 kwietnia w Zielonej Górze w NO.BO BISTRO w galerii Grafitt miało miejsce niezwykłe wydarzenie kulinarne - Master Chefs 4 dogs .
Szefowie kuchni znani z programów takich jak Top-Chef, Master Chef czy Hell's Kitchen, ale też szefowie niezwiązani z programami pod kierownictwem Marcina Kaczmarka-Pielina, głównego organizatora i mentora, gotowali dla bezdomnych zwierząt. Była to już 6 edycja tego przedsięwzięcia i tym razem wszystkie dary zostały przekazane na rzecz schroniska dla bezdomnych zwierząt w Zielonej Górze.


Ta akcja charytatywna organizowana jest w różnych miastach, spotyka się z pozytywnym odbiorem zarówno darczyńców, jak i organizatorów.
Jest świetną okazją nie tylko do kontaktu z wyśmienitymi Szefami kuchni, ale także do zrobienia zdjęć, zdobycia autografów czy na wymianę poglądów. Świetnej zabawie przyświeca szlachetny cel.
Muszę przyznać, że byłam bardzo mile zaskoczona atmosferą towarzyszącą wydarzeniu. Kucharze byli bardzo otwarci i kontaktowi. Widać, że są to ludzie, których łączy wspólna pasja, chcący się nią dzielić z innymi. Zarażali świetnym humorem i dbali o nasze podniebienia.


Ilość przygotowanych dań była imponująca. Skosztować można było przystawek: dwóch rodzajów zup, mięsiwa serwowanego na ciepło i zimno, doskonale skomponowanej sałatki oraz humusu z chrzanem i czarnuszką. Naszym faworytem było danie główne -  pieczone żeberka, które wręcz rozpływały się w ustach. Nic dziwnego. Okazało się, że kucharze przygotowywali je do późnych godzin w dzień przed imprezą. Dopełnieniem uczty był sernik podany z sosem owocowym.
Na zdjęciach poniżej są potrawy, których próbowaliśmy:-)





Każdy mógł znaleźć coś dla siebie, a przy tym zrobić coś dobrego i pomóc bezdomnym zwierzakom. Bardzo szczytny cel. Oby takich akcji było więcej w naszym mieście. Mam nadzieję, że ta pierwsza będzie kontynuowana, czego sobie i zwierzakom z zielonogórskiego schroniska życzę;-)





Przy garnkach i patelniach stanęli:

Marcin Kaczmarek-Pielin

Patryk Dziamski

Maciej Ostrowski 

     Paulina Kantak 
Katarzyna Rajkiewicz
Arkadiusz Klimkiewicz

Tomasz Sowiński




sobota, 25 kwietnia 2015

Tzatziki


Tzatziki to kremowy grecki sos jogurtowy, ostry dzięki dodatkowi czosnku i orzeźwiający od świeżego ogórka. Można go modyfikować na wiele sposobów. Bardzo uniwersalny, może być dodatkiem do grillowanych mięs i warzyw, do sałatek, do smażonych lub pieczonych kalmarów. 
Mam z nim związany zabawny incydent i to był mój "pierwszy raz".... Zaproszono mnie do bardzo eleganckiej greckiej restauracji. Były to czasy dość odległe, gdzie dopiero następował wysyp knajp różnych narodowości. Brak znajomości innych kuchni oprócz naszej rodzimej  skutkował tym, że byłam wielce poszkodowana w smakowaniu rarytasów greckich. Mianowicie dostając do ręki menu, wybór mój padł na egzotycznie brzmiącą  potrawę TZATZIKI:-) Jakież było moje rozczarowanie z przyniesionej przez kelnera miseczki sosu, gdzie pozostali współbiesiadnicy zadowoleni  pałaszowali pysznie wyglądające szaszłyki drobiowe i grillowane owoce morza...Na pytanie dlaczego tylko takie danie zamówiłam, odpowiedziałam, że ja wcale nie byłam głodna i to mi w zupełności wystarczy...;-)




Podaję przepis na klasyczny sos tzatziki, ale można go urozmaicać, jak np. tutaj podałam.

Składniki:
  • 100 ml jogurtu greckiego,
  • 1 ogórek wężowy,
  • 1-2 ząbki czosnku,
  • 1 łyżeczka oliwy z oliwek extra virgin,
  • 1 łyżeczka octu z białego wina lub soku z cytryny,
  • sól, pieprz.
Przygotowanie:

Ogórek zetrzeć na tarce jarzynowej, posolić i na chwilę odstawić. Odsączyć wodę i sam miąższ połączyć z jogurtem. Dodać zmiażdżony czosnek, oliwę, ocet. Wymieszać z jogurtem, doprawiając solą i pierzem. Przed podaniem schłodzić w lodówce.








wtorek, 21 kwietnia 2015

Bułki zawijane z jarmużem



W kwietniu  Amber zaprosiła nas na wiosenną zieloną propozycję Tosi z bloga Smakowity chleb.
 Był to Jej autorski przepis na bułeczki ze szpinakiem. Ja zamieniłam szpinak na jarmuż, bo akurat nim dysponowałam. I też wyszło smakowicie. Skórka bułek jest dość twarda i chrupiąca i mimo zwiększenia czasu wymaganego do pieczenia nie przyrumieniły mi się, ale ogólnie jestem zadowolona z efektu końcowego. Wybrałam wersję na zakwasie, ale następnym razem wypróbuję na drożdżach:-)


Zawijane bułeczki ze szpinakiem
podaję za Tosią
Składniki:
Szpinak (jarmuż):
  • 200 g mrożonego lub świeżego szpinaku ( ja użyłam jarmuż)
  • 4-5 łyżek śmietany 18% lub śmietanki kremówki
  • ząbek czosnku
  • łyżeczka miodu
  • 1/2 łyżeczki mielonej gałki muszkatołowej
  • sól, pieprz
WERSJA NA ZAKWASIE:
  • 150 g aktywnego zakwasu żytniego lub pszennego (dokarmionego ok. 10 godzin wcześniej)
  • 450 g mąki pszennej typ 650 (można zastąpić typem 550) + 100 g + do podsypania
  • 320 ml letniej wody
  • 2 łyżeczki soli
  • szpinak

Jarmuż wcześniej podgotowałam w osolonej wodzie.
Mrożony szpinak (jarmuż) wrzucamy do głębokiej patelni/woka/garnka i podgrzewamy na małym ogniu przez 10 minut, aż się rozmrozi. Dodajemy przeciśnięty przez praskę czosnek, śmietankę, miód, gałkę muszkatołową, sól i pieprz. Podsmażamy jeszcze kilka minut, próbujemy, w razie potrzeby doprawiamy i studzimy.
Do misy wsypujemy mąkę (450 g), dodajemy aktywny zakwas i sól. Stopniowo wlewamy letnią wodę i wyrabiamy ciasto ręką lub mikserem przez ok. 3-4 minuty. Ciasto powinno być elastyczne i lepiące, ale nie lejące.
Dzielimy ciasto na dwie części, jedną z nich przekładamy do misy, przykrywamy ściereczką lub folią spożywczą i stawiamy w ciepłym miejscu.
Do drugiej części dodajemy szpinak i 100 g mąki. Wyrabiamy przez kolejne 2-3 minuty, aż osiągniemy elastyczne zielone ciasto. Przykrywamy i zostawiamy w miejscu bez przeciągów na 3-4 h.
Wyrośnięte białe ciasto kładziemy na oprószonym mąką blacie. Wałkujemy na prostokąt o grubości 0,5 cm (u mnie wymiary ok. 36×24 cm). W razie potrzeby podsypujemy mąką.
Następnie wałkujemy zielone ciasto na prostokąt o ok. 1-2 cm krótsze. Kładziemy zielony prostokąt z ciasta na białym i zawijamy jak roladę.
Roladę dzielimy na 6-8 części. Otrzymane bułeczki kładziemy na blasze wyłożonej pergaminem lub wykładamy do posmarowanych oliwą foremek na muffiny. Przyszłe bułeczki przykrywamy ściereczką i zostawiamy na godzinę do podrośnięcia.
Piekarnik rozgrzewamy do 220 stopni. Bułeczki skrapiamy z wierzchu oliwą i wkładamy do pieca. Pieczemy przez 5 minut, następnie zmniejszamy temperaturę do 190 stopni i dopiekamy przez 15-20 minut. W między czasie wbijamy patyczek, jeśli będzie suchy, a bułki delikatne rumiane – wyciągamy je z pieca i studzimy na kuchennej kratce.
Ostudzone stukamy od spodu, poprawnie upieczone bułeczki będą wydawały „głuchy” dźwięk.

WERSJA DROŻDŻOWA:
  • 450 g mąki typ 650 (lub 550) + 100 g + do podsypania
  • 5 g suszonych drożdży instant
  • 320 ml letniej wody
  • 1,5 łyżeczki soli
  • szpinak
Mąkę (450 g) łączymy z drożdżami i solą. Wlewamy powoli letnią wodę i wyrabiamy ciasto przez kilka minut, aż będzie elastyczne. Dzielimy na dwie części, jedną wkładamy do misy i przykrywamy ściereczką lub folią spożywczą.
Do drugiej części dodajemy szpinak wcześniej przygotowany oraz 100 g mąki. Dalej wyrabiamy kilka minut, aż będzie elastyczne i zielone. Ciasto zostawiamy w misie, przykrywamy i zostawiamy na 1,5 h.
Wyrośnięte białe ciasto kładziemy na oprószonym mąką blacie. Wałkujemy na prostokąt o grubości 0,5 cm (u mnie wymiary ok. 36×24 cm). W razie potrzeby podsypujemy mąką.
Następnie wałkujemy zielone ciasto na prostokąt o ok. 1-2 cm krótsze. Kładziemy zielony prostokąt z ciasta na białym i zawijamy jak roladę.
Roladę dzielimy na 6-8 części. Otrzymane bułeczki kładziemy na blasze wyłożonej pergaminem lub wykładamy do posmarowanych oliwą foremek na muffiny. Przyszłe bułeczki przykrywamy ściereczką i zostawiamy na godzinę do podrośnięcia.
Rozgrzewamy piekarnik do 200 stopni. Bułeczki skrapiamy oliwą, pieczemy przez 10 minut, następnie zmniejszamy temperaturę do 180 stopni i dopiekamy przez 10-15 minut, aż będą lekko rumiane. Studzimy na kuchennej kratce.

Uwagi:
* Czas wypiekania wydłużyłam do 35 minut w drugiej temperaturze, a i tak były blade.
* Robiłam z połowy  porcji i wyszło mi 7 bułek.