piątek, 31 lipca 2015

Warsztaty dobrego smaku z oliwą Monini

3 tygodnie temu miałam okazję uczestniczyć w niezwykłych warsztatach, które były moją nagrodą w konkursie "Monini - odkrywaj mistrzowskie smaki!". Odbyły się one w klimatycznym miejscu, w Akademii  Kulinarnej Whirlpool. Były bardzo kameralne, bo tylko 8 osób zaszczyciło wygranej.
 
 

Była to ciekawa przygoda i krótka podróż do smaków Umbrii. Za sprawą wspaniałych oliw, pachnących skoszoną trawą i zielonymi pomidorami mogliśmy poczuć włoski klimat. Oliwę uwielbiam i nawet do głowy mi nie przyszło, żeby ją tak kosztować i rozkładać na czynniki pierwsze. Warsztaty były lekcją degustacji i nauką rozpoznawania smaków, w którą wprowadził nas  dyrektor jakości Monini, pan Michele Labarile.  Dla każdego miłośnika tego złotego smakołyku był to czas bardzo cenny i niezwykle przydatny. Zanim jednak przystąpiliśmy do degustacji najpierw dowiedzieliśmy się jak wygląda fabryka Monini. W tej chwili zatrudnia około 100 osób. Siedziba firmy dysponuje 40-hektarową plantacją oliwek o nazwie Frantoio del Poggiolo, położoną w malowniczych okolicach, przy której funkcjonuje nowoczesna przetwórnia oraz specjalny ośrodek dla gości. Ciekawostką dla nas był fakt, że  obecny właściciel, Zefferino Monini, sam  dobiera i testuje oliwę, a wychodzi tego około 3000 próbek rocznie. Widziałam już raz proces jej powstawania w malutkiej toskańskiej manufakturze.  Fascynuje mnie czas jej produkcji, który jest niezwykle krótki i trwa około 50 minut. Prawda, że niewiele?
 

Po krótkiej prelekcji teoretycznej przystąpiliśmy do zajęć praktycznych. Poczuliśmy się trochę jak zawodowi degustatorzy. Uczyliśmy się, na oznaczonych numerami próbkach, procesu testowania. Najpierw należy ogrzać próbkę w rękach, rozprowadzić po naczynku, następnie powąchać i dopiero rozprowadzić w ustach. Sama procedura była niezwykle śmieszna dla nas laików i słychać było odgłosy syczenia, mlaskania. Jednak przy kolejnej próbie już "fachowo" wciągaliśmy przez zaciśnięte zęby oliwę, mlaskaliśmy rozprowadzając ja po podniebieniu, a na koniec wydmuchując powietrze nosem uzupełnialiśmy końcowe doznanie smakowe. Co ciekawe dobra oliwa nie pozostawia po sobie, tłustego filmu w ustach. Dobre produkty były dość piekące, przez obecność  polifenoli, które wykazują silne działanie przeciwutleniające. Próbki były różne, niektóre wręcz czuć było zjełczałym tłuszczem. Moim faworytem okazała się oliwa Extra Vergine GranFruttato. Cieszę się, że  jest dostępna w Polsce  i naprawdę warta spróbowania. Gorąco polecam!


Po tak fascynującej lekcji  przystąpiliśmy do gotowania. I nasza przygoda z włoskimi smakami dopiero się rozkręcała. Szefem kuchni był Marco Ghia, który od razu rozdzielił zadania i żwawo zagonił wszystkich do pracy.


Czas upłynął nam w przyjemnej atmosferze, na pracach pomocniczych i miłych pogawędkach z nowo poznanymi blogerami. Tu razem z Mariolą z bloga Kulinarne fantazje Marioli.


 

Na przystawkę przygotowaliśmy tatara z łososia,doprawionego  oliwą i limonką. Danie główne pochodziło z kuchni sycylijskiej - steki z tuńczyka obłożone karmelizowaną cebulą z dodatkiem cytrynowo-miętowych smażonych ziemniaków.



Jednak najbardziej przypadł mi do gustu makaron przygotowany jak risotto, smażony delikatnie na oliwie, a następnie partiami podlewany bulionem, wymieszany z podsmażonymi warzywami i dużą ilością sera.Pewnie przygotuję go niebawem, żeby nie zapomnieć tego smaku.





No i przyszedł czas na deser - sałatkę owocową macerowaną oliwą z oliwek, kremem balsamicznym malinowym, z dodatkiem melasy. Podany był z największą niespodzianką spotkania, a mianowicie z lodami z oliwy. Nawet nie wyobrażacie sobie jaki był smak tego deseru. Po prostu niebo w gębie. Bardzo orzeźwiający, zaskakujący i rozkoszny:-) Serio, czegoś podobnego nigdy nie jadłam. Skradły moje serce. Mi, która wcale za lodami nie przepada;-) Czyli nie znałam swojego smaku;-) Do teraz...:-)


Bardzo dziękuję organizatorom za te warsztaty, które tak wiele mnie nauczyły. Teraz moim marzeniem jest podróż do Umbrii, do świata Monini i poznanie u źródła całego procesu wytwarzania  i testowania oliwy.  I przede wszystkim odkryłam, mogę już powiedzieć, moją oliwę, z którą już się nie rozstaję. Zaraziłam swoją fascynacją przyjaciół. Może i Wy się skusicie;-)?

poniedziałek, 27 lipca 2015

Cukinia grillowana nadziewana serkiem


Prawda, że efektownie wygląda? I gwarantuję, że robi wrażenie - sprawdzone ;-) Dzięki temu, że cukinia bywa dostępna przez cały rok można zaskakiwać i zaskakiwać, kiedy nam się tylko podoba. Również doprawiać nadzienie możemy wg naszych upodobań i wskazane, aby o danej porze roku kombinować z dodatkami:-) To co skusicie się na taką cukinię zrolowaną?


Składniki:
  • 1-2 młode cukinie,
  • 150 g serka naturalnego typu twarogowego,
  • 1 łyżka jogurtu naturalnego,
  • zioła wg uznania (suszone lub świeże),
  • 1-2 ząbki czosnku,
  • sól, pieprz,
  • oliwa z oliwek.
Przygotowanie:

Cukinie pokroić wzdłuż na cienkie plastry około 0,5 cm. Posmarować oliwą, przyprawić i podsmażyć na patelni grillowej lub na grillu. Odsączyć na papierze. W międzyczasie do serka dodać jogurt, zioła, czosnek i przyprawy. Wymieszać. Rozsmarowywać na plastrach cukinii, następnie rolować i układać w naczyniu. Odstawić do lodówki na min. 1h.



piątek, 24 lipca 2015

Falafel


Prawdziwy falafel, który podawany jest w krajach arabskich,  powinien być zrobiony  z suchej, soczewicy. Bez obgotowywania, tylko wcześniej namoczonej i potem zmielonej. Po pierwsze nie mam maszynki do mielenia i bałam się, że malaxer nie da sobie rady, a po drugie miałam zapas ciecierzycy w słoiku już obgotowanej. Czytałam, że z takiej się nie udaje, że się rozpływa na patelni podczas smażenia. Nic takiego nie miało miejsca. Sekret chyba w tym, żeby dobrze ścisnąć masę przy formowaniu kotlecików, przed włożeniem na tłuszcz.
Podałam je z pitą gotową (bo ciągle piekarnika brak) z sałatką z warzyw i sosem czosnkowym. Bardzo smaczne i pożywne wyszło mi to danie:-)


Składniki:
  • 1 puszka (400 g) ciecierzycy,
  • 1 łyżka soku z cytryny,
  • 1 łyżeczka harissy,
  • 1 czubata łyżka mąki pszennej,
  • 1 pęczek natki pietruszki,
  • 1 cebula,
  • 1-2 ząbki czosnku,
  • 0,5 łyżeczki kuminu,
  • sól, pieprz,
  • olej rzepakowy do smażenia.
 Sos czosnkowy:
  • po 1  łyżce majonezu, jogurtu naturalnego i śmietany 12% tł.,
  • posiekany koperek,
  • 1 łyżeczka soku z cytryny,
  • sól, pieprz,
  • 1-2 ząbki czosnku.
 Sałatka warzywna:
  • pomidor,
  • ogórek,
  • papryka,
  • cebula,
  • sól, pieprz,
+ chlebki pita.

Przygotowanie:

W malaxerze zmiksować zioła, dodać odcedzoną ciecierzycę. Dodać pozostałe składniki. Masa jest dość sypka. Formować kotleciki zduszając mocno w dłoniach, tak jakby się wyciskało soki;-), formować płaskie kotleciki i kłaść na gorący tłuszcz. Smażyć do zrumienienia.
Wymieszać wszystkie składniki sosu. Doprawić przyprawami i czosnkiem.
Paprykę, pomidora i ogórka pokroić w kostkę, a cebulę w piórka. Wymieszać i doprawić sałatkę.
Pity podgrzać zgodnie z instrukcją na opakowaniu. Nakładać wg kolejności: sos, warzywa, falafel, sos.








środa, 22 lipca 2015

Konkurs z makaronem MALMA

W ramach współpracy z firmą MALMA chciałabym zaprosić wszystkich do udziału w konkursie z makaronem w roli głównej.

Zadanie polega na podaniu przepisu na makaronowe danie, które będzie miało moc i "przeniesie" mnie do słonecznych Włoch. Miło będzie jeśli będą wykorzystane do jego zrobienia sezonowe produkty.

2 zwycięskie zgłoszenia będą moją inspiracją do przygotowania ich u mnie na blogu.

Może to być danie główne, sałatka, na ciepło lub na zimno... Inwencja należy do  Was.

Nagrodzone zostaną 2 osoby - zestawem makaronów MALMA (w każdym po 12 sztuk).

 

 

W zgłoszeniu konkursowym należy podać przepis na makaronowe danie w komentarzu pod tym postem,  lub wysłać  na maila marzena51@op.pl.

Uczestnik może przedstawić nieograniczoną ilość prac w terminie od 22 lipca 2015 r. do 05 sierpnia 2015 r. do godz. 23:59. 

W dniu 07 sierpnia 2015 r. ogłoszę dwie zwycięskie prace (wyboru dokonuję ja) i zaprezentuję je na blogu. Wysłanie zgłoszenia jest jednoznaczne z wyrażeniem zgody na publikację. 

Zwycięzca jest zobowiązany przesłać dane do wysyłki nagrody do dnia 10 sierpnia 2015 r. W przypadku nie dostarczenia adresu w wyżej podanym terminie nagroda zostanie przekazana innemu Uczestnikowi. 

Będzie mi bardzo miło, jeśli polubicie  Zacisze kuchenne na FB lub zaczniecie go  obserwować tutaj, jednak nie jest to warunek wzięcia udziału w konkursie:-)

Życzę powodzenia i z niecierpliwością czekam na Wasze makaronowe inspiracje!

Naprawdę warto!

niedziela, 19 lipca 2015

Eton mess


Pokutujemy dalej brakiem piekarnika;-( Dopiero jak się zepsuł uzmysłowiłam sobie, że żyć bez niego nie mogę...Dlatego na imprezę sobotnią trzeba było wymyślić jakiś owocowy deser, który nie wymaga pieczenia. Wybór padł na Eton mess - słodki bałagan. 
Jest to tradycyjny  angielski deser składający się z mieszanki truskawek, kawałków bezy i bitej śmietany. Jednak w pierwszej wersji był serwowany z lodami. Obecnie jest modyfikowany  w zależności od dostępności owoców. U mnie truskawki zostały zastąpione malinami i jagodami:-)



Składniki:
  • owoce sezonowe ( u mnie maliny i jagody),
  • śmietana 30 % tł.,
  • cukier puder ( niekoniecznie)
  • bezy.
Przygotowanie:

Ubić zimną bitą śmietanę, dodając ewentualnie cukier puder. Nie jest to konieczne, gdyż bezy są masakrycznie słodkie;-). Układać warstwowo owoce, bitą śmietanę i pokruszone bezy. Powtórzyć w tej samej kolejności kolejne warstwy, aż do zapełnienia naczynia do serwowania:-)


* modelką pozującą do zdjęć jest moja chrześnica Dominika, której serdecznie dziękuję:-)

czwartek, 16 lipca 2015

Finał konkursu Taste the Summer by Almette Fruit – relacja

fot. Kamila Jarnot

W sobotę 11 lipca 2015 roku w Food Lab Studio w Warszawie odbyło się spotkanie finałowe konkursu Taste the Summer by Almette Fruit. Dostałam się do niego dzięki zgłoszonemu mojemu clafoutis do I części kulinarnych potyczek. Miałam okazję podjąć wyzwanie i stanąć do walki w grupie Berniki wraz z dziewczynami ( Justyną, LoretąAnetą). W sumie było 10 zespołów 5-osobowych. Panował ogromny hałas i chaos, czuło się energię blogerów;-)



 
fot. Kamila Jarnot
Z wieloma osobami  już się znałam, niektóre dopiero tam poznałam. Mimo rywalizacji i konkurencji była fajna zabawa, dużo śmiechu i pozytywnych emocji. Presja czasu była ogromna. Mieliśmy na wykonanie popisowych zadań 90 minut. Nasza drużyna przygotowywała 2 desery ze słodkimi  serkami almette fruit. Słodkie owocowe sushi z sosem czekoladowym i roladę biszkoptową z kremem z kaszy manny, która niestety wymagała więcej czasu na zastygnięcie. I tu należy obiektywnie stwierdzić, że  poległyśmy, choć smakowo dla mnie byłyśmy wygranymi;-) Pewnie każdy zespół miał takie samo zdanie o swoich potrawach;-)

Męskie jury miało nie lada orzech do zgryzienia i popróbowania 20 zgłoszonych dań. Chyba im nie zazdrościłam;-)



Drużyna Joasi z bloga Kulinarne Szaleństwa Margarytki okazała się szczęśliwą i wygrała, nie mało bo 10 tys.zł :-) Wielkie gratulacje dla zwycięzców.
W sumie to podczas zawodów przeszłam się kosztując poszczególnych dań i tak naprawdę w każdej drużynie było coś, co mnie zaciekawiło i zasmakowało;-) Jedne bardziej drugie mniej, ale inwencja twórcza niektórych uczestników przerosła moje oczekiwania  i naprawdę chylę czoła za pomysły. Np. różana tortilla z  grillowanymi owocami czy kulki Croquembouche ozdobione karmelowymi nitkami. Nawet burger był ze słodkim serem;-) Uczestnictwo  w tym konkursie uznałam jako zdobycie kolejnego kulinarnego doświadczenia. Była to miła przygoda, okazja do spotkania się z ludźmi o podobnych pasjach i poznanie gwiazd  ze szklanego ekranu  Davida Gaboriaud i Grzesia Łopanowskiego ( z którym podyskutowaliśmy o naszej rodzimej Zielonej Górze;-))

 
fot. Bernadetta Jarnot-Manecka
Po raz kolejny się przekonałam, że rywalizacja kulinarna to nie tylko "wyścig szczurów", ale również okazja do spotkania wspaniałych ludzi, którzy się mobilizują i potrafią ze sobą współpracować oraz pomagać mimo przeciwnych stron. Swojej drużynie, a zwłaszcza szefowej, dziękuję za te wspólne chwile i świetną zabawę. Mam nadzieję, że jeszcze nie raz  będzie okazja do wspólnego gotowania:-)


fot. Kamila Jarnot

 Bardzo się cieszę, że mogłam uczestniczyć w tym kulinarnym wydarzeniu. Była moc :-)

fot. David Gaboriaud

* Większość fotografii jest zrobionych przez Bernikę i Jej córkę Kamilę.


wtorek, 14 lipca 2015

Pâté wegetariańskie


Pasty i pasztety stanowią fajny początek imprezy lub mogą być świetną przegryzką do piwa podczas biesiady z przyjaciółmi:-) Mam w domu kilku zwolenników tego francuskiego pasztetu (klik), ale dzisiaj chciałam Wam zaproponować jego wegetariańską wersję. Smak utrzymany jest w podobnej nucie, jednak głównym składnikiem są grzyby i soczewica. Przepis zaczerpnięty od Davida Lebovitz.


Składniki:
  • 1 szklanka soczewicy zielonej,
  • 100 g obgotowanych grzybów (ja dałam podgrzybki; w przepisie są pieczarki),
  • 2 łyżki oliwy z oliwek,
  • 2 łyżki masła,  
  • 1 mała cebula, obrana i pokrojona w kostkę,
  • 2 ząbki czosnku, obrane i posiekane,
  • 2 łyżki świeżo wyciśniętego soku z cytryny,
  • 1 łyżka sosu sojowego, 
  • po 2 łyżeczki posiekanego świeżego rozmarynu i tymianku, 
  • 2 łyżki świeżej szałwii,
  • 2 łyżki koniaku lub brandy (ja dodałam nalewki aroniowej),
  • 1 łyżeczka cukru,
  • 1/8 łyżeczki pieprzu cayenne, 
  • sól i świeżo zmielony czarny pieprz.

Przygotowanie:

Soczewicę przepłukać i ugotować w podwójnej ilości wody do miękkości (około 20 minut). Rozgrzać oliwę i masło. Dodać cebulę i czosnek, podsmażyć często mieszając, aż cebula staje się szklista, 5 do 6 minut. Dodać grzyby i smażyć, mieszając od czasu do czasu około 10 minut. Połączyć całość z gotowaną soczewicą,  sokiem z cytryny, sosem sojowym. Dodać  posiekane zioła, alkohol, i pozostałe przyprawy. Wszystko przestudzić i zmiksować blenderem, doprawić. Przełożyć na naczynek i schłodzić w lodówce. Podawać na grzankach, krakersach, świeżym pieczywie skropionym oliwą i ziołami. Można podać z konfiturą cebulową lub ogórkami małosolnymi.