środa, 21 sierpnia 2013

Przywiezione z podróży - Rodos


W tym roku, jak już wcześniej wspominałam, urlop spędziliśmy na Wyspie Słońca – Rodos. W Grecji, zarówno na kontynencie jak i wyspach byłam już niejednokrotnie. Ale tu ze względu na wiatr meltemi, nawet w okresie lipcowym idzie wytrzymać, delektując się pysznymi drinkami,  pałaszując lokalne specjały, leniuchując na leżaku i podziwiając turkus wody Morza Egejskiego. My dodatkowo mieliśmy jeszcze atrakcje w postaci windsurferów, którzy naszą plażę namiętnie okupowali -  to właśnie przez ten wiatr:-).
Pierwszym okrzykiem zachwytu był widok z okna, który nam towarzyszył przez 14 dni


i odgłos cykad.


Choć Rodos politycznie należy do europejskiej Grecji, geografowie sytuują wyspę w Azji. Wszystko dzięki temu, że wyspa leży zaledwie 20 kilometrów od azjatyckich wybrzeży Turcji. Skorzystaliśmy więc z tak bliskiego sąsiedztwa i  udaliśmy się do tureckiego Marmaris. Tam pokosztowaliśmy lokalnego kebaba i zrobiliśmy zakupy. Jednak  temperatura 45 stopni odstraszyła nas 

 


i chętnie wróciliśmy do naszej chłodniejszej i wietrznej oazy:-)

Pomiędzy błogim relaksem przy turkusowej wodzie warto zobaczyć starożytne miasta wyspy.  Mieszkaliśmy w jednym z nich - Ialyssos. Na pobliskim Wzgórzu Filerimos znajdują się szczątki starożytnego Akropolu. Obok stoi dobrze zachowany klasztor z czasów bizantyjskich. Przetrwały także pozostałe zabudowania sakralne. Miejsce to słynie przede wszystkim z drogi krzyżowej. Droga wiedzie aleją, obok której posadzono śliczne pinie. Na końcu znajduje się 15-metrowy krzyż, a także punkt widokowy, z którego podziwiać można okolicę.


Największą atrakcją wzgórza są wolno biegające pawie i polowanie na ich piękne, zrzucone już pióra. 

Kamiros to kolejne miejsce warte zwiedzenia. Miasto zostało opuszczone, najprawdopodobniej po trzęsieniu ziemi i na długie wieki zapomniane. Odkopali je dopiero Brytyjczycy w XIX wieku. Dzięki temu ruiny nie uświadczyły działalności Rzymian, Joannitów i Turków. Dlatego też jest to jedna z najlepiej zachowanych osad starogreckich, tak jak pamiętam z lekcji historii. Można podziwiać tu oryginalny układ ulic, tradycyjną agorę, czyli rynek, piękną świątynię Ateny,a nawet pozostałości po sieci kanalizacyjnej. 


Z naszego hotelu do stolicy mieliśmy około 7 km, kolejny atut naszego pobytu. Podróż do portu Mandraki trwała zaledwie 15 minut autobusem podmiejskim. Port ten słynął z 7 cudu Świata - Kolosa z Rodos, czyli 34-metrowej figury z brązu, która miał strzec wejścia do portu. Co ciekawe, czyniła to zaledwie przez 55 lat, gdyż w 227 r. p.n.e. uległa zniszczeniu w wyniku trzęsienia ziemi. Wedle opowiadań szczątki giganta leżały na dnie Zatoki Mandraki aż do VII w. n.e., kiedy to sprzedali je Arabowie, którzy podbili wyspę. 
 

Niezależnie od wszystkich zabytkowych obiektów rodyjskiej Starówki, sam układ ulic – wąskich i niezwykle nastrojowych, z powciskanymi pomiędzy nie tawernami i sklepikami stanowi wielką atrakcję i schronienie od palącego słońca.





Oczywiście oprócz zabytków podziwialiśmy przyrodę wyspy i przepiękne widoki - jak chociażby ten w Monolithos z zamkiem Joanitów usytuowanym na skale


Była to również wyprawa iście kulinarna i degustacyjna. W  osadzie Embonas, która jest słynnym ośrodkiem winiarstwa,


popróbowaliśmy lokalnego wina, zjedliśmy pyszną musakę i znakomicie przyrządzoną baraninę. Najbardziej jednak z greckich specjałów smakował mi grillowany miecznik.



A tu najlepsze smakołyki przytargane z wakacji: miód tymiankowy i eukaliptusowy oraz najlepsza na świecie oliwa. 


I na koniec ogłaszam wszem i wobec, że greckie dania  na blogu wkrótce :-)

33 komentarze:

  1. Marzenko, piękne miałaś wakacje! Mnie Grecja wciąż się marzy... Ale w sumie marzenia są do spełnienia :)
    Czekamy na greckie potrawy!

    OdpowiedzUsuń
  2. Marzenko, piękne zdjęcia...dziękuję za piękną wycieczkę po Grecji...myślę, że kiedyś tam dotrę....bo podobnie jak Kaś, mam to w sekretniku marzeń:)
    Grilowany miecznik wygląda obłędnie:)
    Ściskam Cię serdecznie i czekam na potrawy z kuchni greckiej:)
    Buziaki Kochana!

    OdpowiedzUsuń
  3. ale piękne widoki! zazdroszczę takiej podróży i czekam , może kiedyś i ja pojadę w takie cudne miejsce:) ten błękit jest śliczny!
    pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  4. Wspaniała relacja, no i zazdroszczę genialnych wakacji:-)

    OdpowiedzUsuń
  5. Swoja opowieścią obudziłaś moje wspomnienia. Na Rodos byłam wiele lat temu i mieszkalam w samym mieście Rodos. Stare miasto zrobiło na mnie wtedy niesamowite wrażenie...
    Ech...zatęskniłam za Grecją....

    OdpowiedzUsuń
  6. Zdecydowanie udana wyprawa! Cudnie!

    OdpowiedzUsuń
  7. No niech tylko jakiś Włoch przeczyta, że grecka oliwa najlepsza ;)))
    Piękna relacja. Zazdroszczę urlopu ;). Mój dopiero za 3 tygodnie.
    Widok mieliście cudowny, a na miecznika nie mogę się napatrzeć :)

    OdpowiedzUsuń
  8. A jak kebab? Nie lubię go bardzo, ale niby te nasze nijak się mają...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tamten nie ma nic wspólnego z tym serwowanym u nas;-)

      Usuń
  9. cudowne wakacje, wspaniałe wspomnienia i zdjęcia:) kocham Grecję:)

    OdpowiedzUsuń
  10. Ale wspaniałe wakacje:)! Szkoda, że zawsze za krótko trwają....

    OdpowiedzUsuń
  11. Jakie piękne widoki, aż chce się tam jechać, a miodziki i oliwa pewnie palce lizać :-)

    OdpowiedzUsuń
  12. Wspanialy urlop, piekne widoki! Ach zazdroszcze, zazdroszcze:)

    OdpowiedzUsuń
  13. Ja też chcę na wakacje!!!
    Takie widoki oglądać chcę i jeść pyszności też:)
    A na przepisy greckie czekam, i czekam, i czekam...:P

    OdpowiedzUsuń
  14. Piękna relacja z podróży, okraszona wspaniałymi zdjęciami, dziękuję za miłą chwilkę spędzoną w towarzystwie Twoich wspomnień.Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  15. Ależ miałaś wakacje! Chętnie zapolowałabym na choćby jedno pawie pióro i pożarłabym grillowanego miecznika.

    OdpowiedzUsuń
  16. Dziękuję za bardzo miłe komentarze. Pozdrawiam serdecznie:-)

    OdpowiedzUsuń
  17. Ze ściśniętym sercem oglądam i czytam Twój wpis. Mieliśmy płynąć z Bodrum do Grecji katamaranem. Jeszcze w lutym bardzo się na to cieszyłam. Niestety koszt wyprawy okazał się dla nas zaporowy.
    Będą tam przyjaciele, ale bez nas... Trochę smutno. Ale! Może jeszcze, kiedyś:- )
    Serdeczności.

    OdpowiedzUsuń
  18. Piękne wspomnienia uwiecznione na zdjęciach :) I ten paw! Zazdroszczę totalnie!!!

    OdpowiedzUsuń
  19. Marzena, a ja podziwiałam,że jedziesz na greckie wakacje w lipcu.
    Na Rodos byłam rok temu,ale we wrześniu.
    Rzeczywiście wyspy to nie kontynent i morska bryza robi swoje.
    Pyszne zdjęcia!

    OdpowiedzUsuń
  20. piękne miałaś wakacje :)

    OdpowiedzUsuń
  21. opaliłaś się ? :)

    Pozdrawiamy serdecznie

    Tapenda

    OdpowiedzUsuń
  22. My mamy Grecję prawie po sąsiedzku, więc i klimat i widoki w sumie podobne. I taki sam kolor morza :)
    Nie dziwię się, że miecznik tak Ci smakował. Ja mogłabym go jeść codziennie. Jestem ciekawa, co takiego upichcisz z greckich specjałów :)

    OdpowiedzUsuń
  23. Wspaniała grecka relacja;) pyszne widoki, potrawy i produkty;)

    OdpowiedzUsuń
  24. Cieszę się,że wyjazd się udał.
    Faktycznie tam pięknie i czekam z niecierpliwością na nowe przepisy.
    Pozdrawiam cieplutko

    OdpowiedzUsuń
  25. Zazdroszczę takich wakacji i tego ciepełka <3 A jedzenie wygląda zasmaczyście :)
    Pozdrawiam i zapraszam do mnie :)

    OdpowiedzUsuń
  26. z pewnością były to cudowne wakacje :) ja z Rodos mam same miłe wspomnienia!

    OdpowiedzUsuń
  27. Marzenko, mam nadzieję, że wypoczęłaś i dobrze się bawiłaś, ale po zdjęciach widać, że tak :) temperatura 45 stopni wow jak można wytrzymać w takim upale?! :( a piórko pawia przywiozłaś? :)

    OdpowiedzUsuń
  28. chcęę tam byyyc:)! 45 stopni nie przeszkadza mi w ogóle;)

    OdpowiedzUsuń