środa, 30 kwietnia 2014

Deser czekoladowy z kaszą jaglaną


Czy może być smaczny i jednocześnie zdrowy smakołyk? Oczywiście, że może ;-) Przykładem takim może być ten oto pucharek - deser czekoladowy na bazie kawy, avocado i kaszy jaglanej;-) Połączenie zaskakujące, ale godne polecenia:-)



Składniki na 3 porcje:
  • 1 dojrzałe avocado,
  • 2 łyżki ugotowanej kaszy jaglanej,
  • 6 sztuk suszonych daktyli,
  • 2 łyżeczki kawy rozpuszczalnej,
  • 80- 100 ml wody wrzącej,
  • 2 łyżki gorzkiego kakao,
  • 1 łyżeczka miodu (niekoniecznie),
  • migdały bez skórki do posypania.
Przygotowanie:

Kawę zalać wrzącą  wodą i wrzucić do niej suszone daktyle. Do melaksera wrzucić obrane kawałki avocado, kaszę jaglaną, kawę z owocami, kakao i ewentualnie miód. Miksować przez 5-7 minut, żeby wszystkie składniki się połączyły. Gotowy krem rozłożyć do pucharków i udekorować kawałkami migdałów.

Smacznego!




Przepis na chwilę kawowej przyjemności

niedziela, 27 kwietnia 2014

Schiacciata - toskańskie pieczywo

Z cyklu " Wypiekanie na Śniadanie "



Miałam bardzo pracowity weekend i tak naprawdę nie byłam pewna, czy zdążę...Jednak chlebek toskański zobowiązuje, zwłaszcza, że już całkiem niedługo po raz kolejny odwiedzę pewną winnicę na wzgórzu w sercu Toskanii:-) Sami rozumiecie, że uczestnictwo w tej akcji było dla mnie przyjemną koniecznością;-)



Uwielbiam takie pieczywo maczać w oliwie z dodatkiem czosnku i ziół. 
Idealnie pasuje podane do wina czy piwa. 
Zaczyna się okres biesiadowania na tarasie i już wiem co będzie bohaterem naszych najbliższych wieczorów;-)


 Przepis pochodzi z książki  "Księga smaków Toskanii".

Składniki:
  • 30 g świeżych drożdży lub 2 1/2 łyżeczki suszonych
  • 125 ml letniej wody (43stopnie)
  • 1/2 łyżeczki cukru
  • 400 g mąki - nie mam informacji jakiej - myślę, że pszenna 650 będzie ok.
  • 1/2 łyżecki soli
  • 75 ml oliwy plus oliwa do skropienia po upieczeniu (obowiązkowo)
  • 125 ml zimnej wody
  • gruboziarnista sól
Przygotowanie:

Drożdże dokładnie wymieszać w małej miseczce z letnią wodą i cukrem. Odstawić na około 5 minut by wyrosły.
Mąkę wsypać do dużej miski. Zrobić zagłębienie w samy środku, przełożyć do niego drożdże. Dodać sól i 2 łyżki oliwy. Kolistym ruchem wymieszać składniki w zagłębieniu, następnie stopniowo zacząć łączyć z mąką. W połowie pracy wlać zimną wodę. Wyrabiać tak długo, aż utworzy się zwarta kula.
Ciasto przenieść na lekko oprószoną mąką stolnicę lub blat i ugniatać 10 - 15 minut, aż stanie się gładkie i elastyczne.
Ciasto ponownie uformować w kulę i przełożyć do wysmarowanej oliwą miski, przykryć czystą, wilgotną ściereczką i odstawić w ciepłe miejsce na 1 1/2 - 2 1/2 godziny, by podwoiło swoją objętość.
Blachę do pieczenia o wymiarach 26x37 cm lekko wysmarować tłuszczem. Wyrośnięte ciasto lekko przyklepać, a następnie przełożyć z powrotem na oprószoną mąką stolnicę. Wyrabiać je znów przez kilka minut. Powinno być bardzo elastyczne i szybko wracać do poprzedniego kształtu gdy naciśnie się je palcami. Po rozwałkowaniu do odpowiedniej wielkości przenieść je na blachę. Przykryć czystą wilgotną ściereczką i odstawić w ciepłe miejsce na 30 minut by ponownie wyrosło.
Piekarnik rozgrzać do 200 stopni
Czubkami palców zrobić w cieście dołki co 4 cm Polać po wierzchu pozostałą oliwą, oprószyć gruboziarnista solą.
Chleb piec 25-30 minut (u mnie było to 40), aż ładnie się przyrumieni. Wyjąć z piekarnika i skropić dodatkową oliwą. Przełożć z formy na deskę i pokroić w kwadraty. Można go przechowywać po dokładnym owinięciu do 2 dni i podawać po podgrzaniu lub w temperaturze pokojowej.


Razem ze mną piekli: 

Kinga z blogu Małe kulinaria
Małgorzata z blogu Po prostu Marghe
Paweł i Magda z blogu Marder&Marder Manufacture
Iza z blogu Smaczna Pyza
Bernika z blogu Mój kulinarny pamiętnik
Paulina z blogu Buszująca w kuchni
Edyta z blogu Przy kuchennym stole
Karina z blogu Jak pączek w maśle
Wisła z blogu Zapach chleba
Dobrawa z blogu Bona Apetita!
Monika z blogu Niezapomniane smaki
Monika z blogu Pin up cooking looking
Barbara z blogu Mozaika życia
 

środa, 23 kwietnia 2014

Kruche babeczki z masą budyniową


Kruche babeczki z masą budyniową...:-)
Kolejna nostalgiczna podróż do wspomnień z dzieciństwa ... 

 
Na każdą specjalną  okazję i święta te babeczki gościły u mojej babci  na stole. Zadzwoniłam do mojej cioci, żeby mi przypomniała składniki, bo najdłużej z moją babcią mieszkała i być może je pamięta. Jakież było moje zdziwienie, że to nie były babeczki babcine, a właśnie ciocine;-)

  
Tak jak na ptasie mleczko każdy ma swój sposób, tak na tę babeczkę my mieliśmy swój.  Najpierw obgryzaliśmy boki, a wisienka na górze była zjadana na końcu. Jak je teraz robiłam, to moja córka od razu krzyczała – dla mnie bez wiśni…Pomyślałam sobie, ok – to na mojej będą 2 ;-). Dodatkowo sentymentalne wyszły, bo  konfitura, którą otworzyłam, była zrobiona prze moją ukochaną ciocię, której już niestety z nami nie ma …i łezka w oku się zakręciła.


Składniki:

na ciasto:
  • 20 dkg maki krupczatki,
  • 10 dkg masła,
  • 1 jajko,
  • 1 łyżka wody,
  • 50 g cukru,
na krem:
  • 0,5 litra mleka,
  • 4 jajka,
  • 4 łyżki mąki tortowej
  • 1 opakowanie cukru waniliowego,
  • 5 łyżek cukru,
  • opcjonalnie można dodać masło lub mascarpone ( ja pominęłam).
Dodatkowo słoik z konfiturą wiśniową. 

Przygotowanie: 

Z podanych składników wyrobić ciasto i odstawić na 30 minut do lodówki. Następnie wyłożyć ciastem foremki do babeczek, ponakłuwać i zapiec w temp. 180 stopni C  na złoty kolor. Wystudzić.  Z tej porcji wyszło mi 25 sztuk.
Mleko zagotować, a w tym czasie mikserem ubić jajka  z cukrem i mąką. Dodać je do mleka i mieszać do zagotowania i zgęstnienia masy. Wystudzić. Można dodać masło lub mascarpone.  Polecam najbardziej mascarpone.
Nadziewać babeczki kremem , na górze układać wiśnie z konfitury.





Smaki dzieciństwa


piątek, 18 kwietnia 2014

Pasztet z czerwonej soczewicy


Bardzo lubimy pasztety na święta. Choć znacznie częściej goszczą na naszym stole.  Najlepszy jest  z królika mojego taty. Niestety jeszcze go u mnie w Zaciszu nie ma, bo ciągle nie mam odwagi zmierzyć się z ideałem;-)


Może w takim razie zaproponuję pasztet wegetariański z soczewicy. Zainspirowała mnie Agnieszka Kręglicka, zresztą już nie pierwszy raz:-) Mój jest z dodatkiem ostrej papryki i marchewki, ale można uruchomić wyobraźnię i kombinować z dodatkami w zależności od naszych upodobań. Doskonałą odmianą będą grzyby lub  por. Jak to mówi pomysłodawczyni soczewica przyjmuje przyprawy i dodatki jak zagruntowane płótno przyjmuje farbę;-). Bradzo mi się to porównanie podoba:-)


Składniki:
  • 1 szklanka czerwonej soczewicy,
  • 3- 4 marchewki,
  • 2 cebule,
  • 1-2  pietruszki w korzeniu,
  • 0,5 selera,
  • 2 ząbki czosnku.
  • 0,5 szklanki oliwy z oliwek,
  • 3 jajka,
  • papryka chilli,
  • sól, pieprz,
  • kumin rzymski,
  • ewentualnie curry, imbir, tymianek
  • kieliszek aroniówki lub innego alkoholu.
  • mozna dodać łyżeczkę przecieru pomidorowego.

Przygotowanie:

Soczewicę opłukać, ugotować na puree z odrobiną soli. Zajmuje to około 15 minut. Cebulę pokroić w kostkę, a resztę warzyw potarkować. Podsmażyć  z wszystkimi przyprawami na oliwie, aż zmiękną. Dodać alkohol. Wymieszać z soczewicą, dodać jajka. Doprawić i wylać do keksówki wysmarowanej masłem i obsypanej bułką tartą. Masa jest stosunkowo rzadka, jak na placki ziemniaczane. Piec około 30-40 minut w temperaturze 180 stopni C. Dobrze wystudzić przed krojeniem.



Polecam również pasztet drobiowy z kaszą jaglaną, schab gotowany , sos z avocado, jajka faszerowane kaszą jaglaną i inne wilekanocne dania, które są zebrane w etykiecie Wielkanoc.



Przy okazji ostaniego postu przed Świętami chciałam złożyć wszystkim przyjaciołom i czytelnikom Zacisza

Spokojnych, Zdrowych i przede wszystkim smacznych Świąt Wielkiej Nocy!

środa, 16 kwietnia 2014

Zakwas na żurek



Pewnie już u większości z Was  zakwas na żurek wielkanocny nastawiony, ale dla spóźnialskich ostatni dzownek - jeszcze zdążycie:-)
I ręczę Wam, że swój własny smakuje najlepiej, nie ma porównania do tych gotowych. Choć w przygotowaniu filozofii żadnej  nie ma, to smak jest nieporónywalny.



Składniki:
  • 8-10 łyżek mąki żytniej razowej,
  • 500 - 600 ml letniej przegotowanej wody,
  •  2-3 ząbki czosnku,
  • 2 listki laurowe,
  • 3 -5 ziaren ziela angielskiego,
  • 1 łyżeczka zakwasu żytniego na chleb ( niekoniecznie).
Przygotowanie:
 
Mąkę zalać wodą w litrowym słoiku, dodać wszystkie składniki, dobrze wymieszać. Przykryć ściereczką bawełnianą i odstawić w ciemne miejsce. Codziennie przemieszać całość.
Po 3-5 dniach zakwas jest gotowy. W celu przyspieszenia można dodać troszkę zakwasu żytniego do chleba. W lodówce można gotowy zakwas przechowywać do 2 tygodni, po odcedzeniu przypraw.





poniedziałek, 14 kwietnia 2014

Banoffee


Banoffee to propozycja dla amatorów krówek i orzechów. No i oczywiście bananów:-) 
Kolejne ciasto, które mnie zachwyciło u Edith.  Wrażenia, jakie odniosłam oglądając je po raz pierwszy nie odbiegły od smaku, który sobie wyobrażałam:-) Mam nadzieję, że Was równie zachwyci.


Może być propozycją na smakołyk świąteczny lub na codzienny deser do kawy.  W smaku bardzo podobne do muffinek bananowych. Dzięki orzechom chrupiące, a krówki rozpłynęły się bajecznie. Wszystko razem daje wspaniały efekt. Polecam:-)!
 

Składniki:
  • 2 banany,
  •  2 jajka,
  • 100 g masła,
  • 100 g jogurtu naturalnego,
  • 100 g cukru trzcinowego,
  • 200 g mąki,
  • 1 łyżeczka proszku do pieczenia,
  • 100 g posiekanych orzechów włoskich,
  • 100 g krówek.
Przygotowanie:

Obrane banany podusić widelcem. Krówki podkroić w plasterki. Mikserem ubić całe jajka, dodać banany i miękkie masło. Następnie jogurt i cukier. Powoli dosypywać mąkę wymieszaną z proszkiem do pieczenia. Na koniec wsypać orzechy i krówki. Ciasto wylać do keksówki wyłożonej papierem do pieczenia. Piec około 1 h w temperaturze 180 stopni C do suchego patyczka. Następnie pozostawić ciasto w  wyłączonym piekarniku z uchylonymi drzwiczkami przez 30 minut.










środa, 9 kwietnia 2014

Sałatka makaronowa w słoiku


Sałatek makaronowych z przekory nie jem, ale to tylko tych majonezowych.  Inaczej rzecz się ma z miodowym sosem winegret. Ooo to już zupełnie inna bajka i zdecydowanie moja:-)


Ta moja słoiczkowa propozycja może być zrobiona na zimno, taka do zabrania ze sobą np. do pracy, ale można zrobić ją na ciepło jako danie obiadowe. Podam oba sposoby.


Mam nadzieję, że spodoba się Wam moja propozycja i taki  słoiczek zostanie waszym ulubieńcem. Bardzo wygodna forma pakowania i spożywania posiłków poza domem.




Składniki na 2 porcje:
  • 200 g makaronu Fusilli firmy Malma,
  • 100 g kiełbasy chorizo,
  • pół słoiczka pomidorów suszonych w oleju,
  • pół pęczka bazylii,
  • 50 g słonecznika łuskanego,
  • sól, pieprz świeżo zmielony,
do podania na zimno sos:
  • 50 ml oliwy z oliwek,
  • kilka kropel octu balsamicznego,
  • 1 łyżeczka miodu,
  • 1 łyżeczka musztardy Dijon,
  • można dodać odrobinę wody,
  • sól do smaku,
do podania na ciepło:
  • oliwa z oliwek,,
  • ser parmezan.
Przygotowanie:

Makaron ugotować zgodnie z instrukcją podaną na opakowaniu. Wystudzić w wersji na zimno. Pokroić plastry kiełbasy w paski i podsmażyć na rozgrzanej patelni do zrumienienia. Uprażyć słonecznik. W słoiczku wymieszać wszystkie składniki sosu. Do makaronu wrzucić kiełbasę, pokrojone pomidory i bazylię, słonecznik. Zalać sosem, doprawić solą i pieprzem. Odstawić do ostudzenia.
W wersji na ciepło w czasie gdy makaron się gotuje, podsmażamy na oliwie kiełbasę i pomidory. Dorzucamy bazylię. Mieszamy z odcedzonym makaronem. Posypujemy uprażonym słonecznikiem  i startym parmezanem. Doprawiamy pieprzem.

 



niedziela, 6 kwietnia 2014

Zielone Smoothie z rukolą - Kwietniowe Wyzwanie Blogerek i Blogerów


 Zapraszam na bardzo smaczną akcję , bo koktajlową w bieżącym wyzwaniu. Na wiosnę większość z nas chce się odżywiać zdrowiej i lżej. Takie smoothie  spokojnie zastąpi posiłek. Ostatnio z córką coraz częściej robimy sobie takie bomby witaminowe zamiast kolacji. Pewnie  lepiej byłoby spożyć na śniadanie, ale z powodu limitu czasu nierealne;-) 
Samopoczucie poprawi i zapewne korzystnie wpłynie na naszą sylwetkę ;-)
  



 
Składniki:
  • 2 garści rukoli,
  • 2 łodygi selera naciowego,
  • 1 pomarańcza + 300 ml soku ze świeżych pomarańczy,
  • pół pęczka natki pietruszki,
  • 1 banan, 
  • ewentualnie woda.
    
Przygotowanie:

Pomarańczę obrać i pokroić na cząstki. Zostawić 1 plaster do dekoracji. Wszystkie składniki zmiksować. Udekorować połową plastra pomarańczy i gałązką selera naciowego.Można rozcieńczyć wodą, gdy będzie zbyt gęsty.



No i tradycyjnie zapraszam na smoothie do pozostałych uczestników akcji:

czwartek, 3 kwietnia 2014

Restauracja Mimoza w Świebodzinie



W miniony weekend udaliśmy się z przyjaciółmi na obiad do restauracji Mimoza w Świebodzinie. Wiedziałam o tej knajpie od samego szefa kuchni, którego miałam okazję poznać na warsztatach, o których pisałam tutaj. Zapraszał mnie tam już w lutym, ale 40 km zimą…- jakoś niespecjalnie chciało mi się jechać. W sumie to bardzo żałuję, że wcześniej tam nie zawitałam. Było bardzo smacznie, klimatycznie, obsługa na najwyższym poziomie… Każdy szczegół jest tam tak dopracowany, że aż miło…Nie wiem, czy to tylko zasługa Patryka Dziamskiego, czy całego zespołu? Wiem jedno – czułam się tam bardzo komfortowo. Od samego wejścia  wzrok przyciągają bardzo wygodne sofy, pięknie udekorowane stoły i pianino w rogu sali – co nasuwa skojarzenie, że czasami muzyka  jest grana na żywo;-) Wszystko jest w bardzo jasnej tonacji, która naprawdę korzystnie wpływa na nasz odbiór lokalu. A potem jest już tylko lepiej;-). Oczy przykuwa ściana ze schematem blokowym doboru wina na szczególne okazje, co wywołuje u nas uśmiech i oczywiście studiowanie poszczególnych punktów degustacyjnych zajmuje nam chwilę. 

 


Pierwszym akcentem maksymy, że diabeł tkwi w szczegółach są truskawki umieszczone w kieliszkach z musującym winem. Kelnerka przyjęła od nas zamówienie i po pierwszym toaście na stół wjechała przystawka przygotowana specjalnie dla nas od szefa kuchni, tzw. poczekajka, a była to sałata z wędzoną piersią kaczki – kolejny miły akcent:-).
 

Większość z nas  zamówiła zupę rybną i bardzo fajnym pomysłem było podanie jej w dwukolorowej zastawie, panie otrzymały w białej, a panowie w czarnej. Nie wiem czy to był zbieg okoliczności? Myślę, że jednak nie;-) 



Główne dania były, jak przeczuwałam  znając Patryka, istnymi działami sztuki. I mam tu na myśli zarówno walory smakowe, jak i wizualne. Poniżej potrawy, które zamawialiśmy, czyż nie wyglądają znakomicie?
Łosoś duszony w białym winie podany na zielonej soczewicy w otoczeniu małż,


filet z dorsza przyprószony płatkami soli w towarzystwie kaszy jęczmiennej ze szpinakiem i  jabłkami. 
 


Mój talerz, który nie był tak naprawdę talerzem, a płytką łupkową, na której było skomponowane danie z karmelizowanego królika z rukolą, szynką dojrzewającą na puree kasztanowym z waniliowym fenkułem i razowymi grzankami. 

 

 Aaa i jeszcze był  filet z kurczaka na risotto grzybowym z groszkiem cukrowym. 




Jak dzieci pialiśmy zachwycając się i kosztując swoje  dania. Do tego wszystkiego wybraliśmy wytrawne wino "Białe Wspomnienie", które było dobrane przez sommeliera specjalnie do dań restauracji. Ceny w karcie  bardzo przystępne, każda zupa po 11 zł, a nasze dania kształtowały się między 21- 27 zł.
Mimo pełnych brzuchów, nie mogliśmy sobie odmówić deserów, których niestety nie udało mi się sfotografować na początku, bo byłam łakoma i chciałam kolejnych doznań smakowych…;-) Jak będziecie tam kiedyś to polecam minideser – mus truskawkowy z miętą – mówię Wam niebo w gębie;-).  
W restauracji można  również zrobić zakupy w piekarni połączonej z cukiernią, która jest  jej częścią i ma osobne wejście. Mieliśmy się tam udać  po skończonym posiłku, ale jakież było nasze zdumienie, gdy na odchodne każdy z nas dostał w prezencie po bochenku żytniego chleba.  
 


Jak widać na każdym kroku czekała na nas miła niespodzianka.  W sumie tak niewiele trzeba, żeby odbiór był taki jaki był;-) Czyli pełen profesjonalizm restauracyjny. I życzylibyśmy sobie, aby więcej było takich miejsc. Brawo dla właścicieli Mimozy, brawo dla Patryka - szefa kuchni.
Jeśli będziecie mieli okazją być w tamtej okolicy to polecam. Jest w samym środku starówki Świebodzina, tuż przy Ratuszu, w sąsiedztwie  autostrady do Berlina i głównej trasy S3 wiodącej nad morze. Podobno od połowy kwietnia będzie nowa karta dań i co bardzo ciekawe ruszają z Akademią kulinarną.
Mnie nie trzeba namawiać i chętnie będę uczestniczyć w warsztatach, które zapewne już wkrótce...