piątek, 10 kwietnia 2015

Restauracja Meltemi w Warszawie


Agnieszka Kręglicka, odkąd pamiętam, była moim guru kulinarnym  i przewodnikiem  duchowym, który mi otwierał bramy kuchennego świata.  Dzięki cyklicznym felietonom w Wysokich Obcasach chłonęłam Jej  filozofię kulinarną. Czekałam z niecierpliwością na kolejny artykuł , który ukazywał się w gazecie  co drugi tydzień. Dzięki Niej włoskie piramidki z bakłażana smakują każdemu, któremu je zaserwuję, a  prawdziwki z gremolatą połechtały niejedno podniebienie moich gości.  Tak naprawdę zapoczątkowała moją kulinarną przygodę, którą teraz dzielę się z innymi. Choć nie ukrywam, że  „ojców” mojej pasji było więcej;-)
Chciałam skonfrontować moje oczekiwania i wyobrażenia z rzeczywistością i przy okazji pobytu w Warszawie na warsztatach czekoladowych w lutym, namówiłam znajomych, aby udać się do jednej z restauracji Kręglickich. Wybór Meltemi był zupełnie przypadkowy. Zaskoczyło mnie jej położenie na środku osiedla.  Mieliśmy trudności z zaparkowaniem auta, a parkingu strzeżonego w bliskiej okolicy nie ma.  Przezornie zrobiliśmy rezerwację  stolika na daną godzinę.  I jak się później okazało większość miejsc miało takową rezerwację.  W restauracji  jest dość głośno i gwarno, ale nie za sprawą greckiej muzyki, a dziecięcych odgłosów, bo tawerna  ma status przyjaznej dzieciom. W weekendy często  są tam organizowane urodziny i chrzciny, jest animacja dla najmłodszych. Świetne rozwiązanie dla tych rodziców, którzy chcą przez chwilę posiedzieć przy stoliku bez swych pociech. Czyli warto się na to przygotować wybierając to miejsce;-)




Pierwsze wrażenie - wnętrze w iście nadmorskich klimatach i z  akcentami typowymi do uwiarygodnienia ich greckości;-). Dość surowy i oszczędny wystrój  bardziej przypominający grecką tawernę, ale estetyka jest rzeczą umowną i nie każdemu jednakowo wszystko musi się podobać;-) Widocznie tak chcieli to pokazać właściciele. I nie mnie to oceniać. Bardziej interesowała mnie zawartość karty;-).

Obsługa bardzo sprawna i pomocna, szybka i uśmiechnięta. Na naszą prośbę na zamianę stolika na większy zorganizowali dodatkowy stół. Chcieliśmy usiąść przy jednym większym, który stał pusty z karteczką rezerwacja. I co ciekawe nikt się nie pokazał przy nim do końca naszej biesiady.  Ale czepiam się szczegółów. Mimo malutkiego dyskomfortu z powodu połączonych stolików zabraliśmy się za studiowanie menu.


Nasz wybór padł na świeże kalmary - na przystawkę. Do tego zamówiliśmy sos tzatziki i grillowaną pitę. Porcje okazały się zbyt małe i musieliśmy domówić... W międzyczasie poczęstowano nas poczekajką – bagietką z  pastą z czarnych oliwek. Wszystko smaczne. Danie główne, półmisek grillowanych mięs, przyniósł nam do stolika sam szef kuchni, informując przy tym co zawiera płyta. Bardzo miły akcentJ.  Jagnięcina była doskonale przyrządzona i mimo mojej obawy przed nią okazała się królową dania, a reszta mięs zupełnie poprawna. Zresztą całość konsumpcji oceniam bardzo poprawnie, bez żadnych fajerwerków (oprócz wspomnianej wyżej jagnięciny). Być może moje oczekiwania były zbyt wygórowane. Naprawdę nie było się do czego przyczepić. Często tak mam, że im bardziej czegoś pragnę i wyobrażam sobie jego smak, tym bardziej jestem rozczarowana. Chyba źle podeszłam do tematu;-) Może mogliśmy wziąć inne dania i każde osobno? Może...
Cena wyszła na osobę około 100 zł z przystawką, daniem głównym i deserem.
Przy okazji kolejnej wizyty w stolicy zapewne wybiorę się do innej restauracji prowadzonej przez rodzeństwo Kręglickich, by dalej konfrontować swoje wyobrażenia i szukać kulinarnych uniesień, bo tego przecież od nich oczekuję;-)
No i marzę, że kiedyś będę mogła osobiście spotkać moje guru kulinarne;-)
















7 komentarzy:

  1. Marzena,
    to nie jest moja ulubiona restauracja Kręglickich ze względu na położenie i dość duży gwar w środku.
    A kalmary i jagnięcina to dla mnie najlepsze tam dania.
    Meltemi to taka osiedlowa knajpa, gdzie idzie się na zwykły lunch lub rodzinną kolację i nie ma tam niczego spektakularnego.
    Polecam Opasły Tom na Foksal gdzie szefuje kuchni Agata Wojda.
    I radzę Ci nie nastawiać się tak bardzo na wielkie wow, bo często oczekiwania przerastają rzeczywistość nie ze względu na realia, tylko na zbyt duże nastawienie.
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  2. Nigdy nie byłam w ich knajpie. Chyba czas to nadrobić i jak tylko będę mogła normalnie jeść, pójdę tam :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Mimo wszystko warto się było wybrać :) Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  4. Bardzo ładny wystrój a na widok jedzonka - zaburczało mi w brzuszku :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Faktycznie, wystrój i położenie nie wzbudzają zachwytu. Za to ten grillowany półmisek wygląda dość apetycznie :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Ja mieszkam blisko- szkoda, ze nie wiedziałam:(
    Ostatnio rozmawiałam z pewną Panią. Okazało się, że mieszka obok jest moją sąsiadką. Rozmawiałyśmy też o Meltemi z zgodnie stwierdziłyśmy, że jest tam za tłusto. Myślę podobnie. To cenna informacja dla Właścicieli. A Pani Agnieszka Kręglicka jest bardzo komunikatywna fajna babka- pewnie doceniłaby taką opinię.

    OdpowiedzUsuń