sobota, 16 maja 2015

WWF - Kampania na rzecz ochrony różnorodności biologicznej mórz i oceanów - warsztaty kulinarne


Czy wybierając rybę na obiad zastanawiamy się czy jest gatunkiem zagrożonym? Czy jej połów zaburza ekosystem? Raczej wybór nasz pada na to, czy jest ona świeża i smaczna. Na pewno nie zastanawiamy się jak została złapana, czy w sposób legalny i przyjazny środowisku? Choć jestem pewna, że nie jest to nam obojętne.
W tym tygodniu miałam okazję uczestniczyć w warsztatach kulinarnych, które odbyły się w Studio Kulinarnym Look&Cook zorganizowanych przez organizację WWF Polska w ramach  „Kampanii na rzecz ochrony różnorodności biologicznej mórz i oceanów”. Projekt finansowany był ze środków pochodzących z Islandii, Lichtensteinu i Norwegii w ramach funduszy EOG. Chodziło o zwiększenie świadomości społecznej na temat wpływu codziennych decyzji konsumenckich na różnorodność biologiczną mórz i oceanów.
Nadmierne połowy i prowadzone w sposób nieodpowiedzialny szkodzą całemu ekosystemowi. Ginące ryby powodują załamanie całego łańcucha pokarmowego. W następnej kolejności zagrożone są zwierzęta odżywiające się rybami, a także cały ocean czy morze z powodu rozprzestrzeniania się glonów czy planktonu, który w normalnych warunkach jest jedzony przez ryby. Naukowcy stwierdzili, że takie tempo połowów spowoduje wymarcie morskiego życia w ciągu 40 lat. I nie chodzi o uratowanie setek zagrożonych gatunków, ale o zachowanie równowagi ekologicznej. Jest ona kluczowa dla ekosystemu i to od niej zależy jakość naszego życia.
Ania Ratajczak z organizacji WWF uświadamiała uczestników  jak przez zrównoważony połów można temu zapobiec i zmienić świadomość nas - konsumentów.  Jeśli połowy są nadmierne lub prowadzone w sposób nieodpowiedzialny, wpływ ten jest negatywny i może nieść za sobą katastrofalne skutki. Ogromnym problemem związanym bezpośrednio z rybołówstwem jest tak zwany przyłów, czyli łapanie w sieci przypadkowych gatunków zwierząt, które często giną złapane w pułapkę. Problemem jest także łapanie w sieci młodych ryb, które nie zdążyły jeszcze wydać na świat potomstwa oraz metody połowów niszczące środowisko życia morskich gatunków, takie jak np. trałowanie denne. Metoda ta polega na przeciąganiu sieci przy dnie morskim i przypomina oranie pola.
Uniknięciem tych makabrycznych praktyk jest zakup produktów z certyfikatem MSC. Gwarantuje on, że ryby nim opatrzone pochodzą z niezagrożonych gatunków czy też ławic i są wyławiane w sposób przyjazny dla środowiska.
Jednak największym gwarantem zachowania równowagi ekologicznej jesteśmy My sami. I od naszych decyzji, co zjemy na obiad, zależy  jak będzie w przyszłości wyglądać nasze środowisko, w którym żyjemy. Bądźmy więc świadomi naszych wyborów!

Poniżej są przedstawione gatunki, które mają zielone światło na spożycie, których spożycie należy ograniczyć i te, które są zagrożone:

Źródło: WWF Polska

Po części teoretycznej  przystąpiliśmy do wspólnego gotowania pod okiem Sebastiana Gołębiewskiego, znakomitego fachowca i pasjonata rodzimej kuchni, który opracował na tę okazję specjalne przepisy na potrawy z ryb  oznaczonych zielonym światłem wg. poradnika Fundacji WWF Polska „Jaka ryba na obiad?”.

 

Zostaliśmy podzieleni na 5 zespołów, w skład których wchodzili: szef kuchni, bloger kulinarny i uczeń szkoły gastronomicznej. Każdy skład przygotowywał inne danie, które na koniec degustowaliśmy. W miarę możliwości można było przepisy modyfikować. Atmosfera warsztatów była przesympatyczna. Bardzo podobała mi się ich forma, można było czerpać pokłady kulinarnej wiedzy od szefów.
Nasz zespół przygotowywał dorsza atlantyckiego z palonym masłem podanego na ziemi z pumpernikla, z karmelizowanymi warzywami. Szefował nam Maciek Ostrowski, który przydzielił mi do zrobienia pesto z pędów marchewki i musu brokułowego.


Pozostałe grupy przygotowały równie ciekawe i godne powtórzenia potrawy. Na przystawkę była podana w sposób nowatorski szuba  z podwędzanym śledziem i bardzo ciekawym sosem sojonezem na bazie mleka sojowego.


Zaskoczeniem in plus, była zupa z białych warzyw z panierowanym karpiem w szafranowym puchu. I nie była to zupa świąteczna. Karp w panierce panko odkrył przed nami zupełnie inne oblicze.


Wybornie smakowała makrela w papilotach podana w towarzystwie kaszy owsianej. Było to chyba najlepszy dodatek serwowany na tym spotkaniu. Na pewno będzie moją inspiracją :-) Czyż nie wygląda znakomicie?


Ostatnim serwowanym daniem był czarniak podany na biełudze w sosie estragonowym. Totalny odlot. Jak dla mnie najlepsze danie rybne jakie jadłam dotychczas. Zresztą większość uczestników podzieliło moje zdanie:-)



Podsumowując,  bardzo dziękuję organizatorom za zaproszenie. Było to niezapomniane spotkanie. Dzięki niemu miałam okazję poznać przesympatyczną Małgosię z bloga Daylicooking ,szefów kuchni z restauracji  naszego regionu, blogerki z Zielonej Góry, ponownie spotkać Danusię z Kocurkowej kuchni babuni. Zaszczytem było móc gotować i kosztować potraw autorskich Sebastiana Gołębiewskiego. Każde tego typu wydarzenie daje mi mnóstwo inspiracji, niezapomnianych wrażeń i możliwość poznania ciekawych ludzi. Mam nadzieję na kontynuowanie znajomości z niektórymi uczestnikami;-) 
Zaszczyciły nas swoją obecnością również media zielonogórskie, którym wydelegowana i stremowana udzielałam wywiadów. Choć wywiad w tym przypadku to za dużo powiedziane. Po prostu udzieliłam krótkich wypowiedzi odnośnie tej akcji;-)  Szkoda, że nie odwiedził nas prezydent Zielonej Góry, który wcześniej się zapowiedział...Kampania wówczas miałaby szerszy zasięg w naszym regionie;-)
(Skrót reportażu można zobaczyć tutaj  oraz posłuchać tam).

*Wykorzystałam w I części postu materiały reklamowe ze strony internetowej WWF Polska.






19 komentarzy:

  1. Marzenko,świetny post.Mam nadzieję że się jeszcze zobaczymy i razem pogotujemy.Buziaki i miłego dnia.:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Marzenko, świetne warsztaty! A Sebastian to świetny kucharz, od którego warto się uczyć, już kilka razy z Piotrkiem gotowaliśmy pod jego czujnym okiem :) Pozdrawiam, może kiedyś znów się spotkamy.

    OdpowiedzUsuń
  3. Marzenko, bardzo smakowicie to wygląda! Czekam na przepisy :) Więcej takich akcji! Pozdrawiam
    Mało Ciebie tam :(

    OdpowiedzUsuń
  4. Potrawy wyglądają wspaniale. Kupując ryby robimy to świadomie. Znamy problemy o których piszesz. Podobnie gdy sięgamy po puszkę z tuńczykiem, nigdy nie weźmiemy takiej, na której nie ma znaczka z delfinem :) pozdrawiamy

    OdpowiedzUsuń
  5. Świetne warsztaty! Tylko pozazdrościć :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Wszystkie dania wyglądają znakomicie!! Mam nadzieję, ze wrzucisz tu jakieś przepisy :))
    Świetna ta ściąga z rybami. Muszę o niej pamiętać gdy znów będę miała ochotę na wędzonego halibuta...

    OdpowiedzUsuń
  7. Same przysmaki, świetne warsztaty. A kupując ryby trzeba się dobrze zastanowić nad wyborem :)

    OdpowiedzUsuń
  8. to był wspaniały dzień, pełen wrażeń i ważnych informacji
    Marzenko, dziękuję Ci za gościnę po warsztatach i cieszę się przeogromnie, że mogłam Cię poznać :****

    OdpowiedzUsuń
  9. ...Hej Marzenko, warsztaty świetne, ja jednak nie jestem rybkowa.... :)
    Buziaki:***

    OdpowiedzUsuń
  10. Ale fajne warsztaty! Wykonane specjały wyglądają zawodowo!

    OdpowiedzUsuń
  11. a ja powiem, że jestem zdegustowana.
    My konsumenci mamy zero wpływo na wielką politykę: http://pl.wikipedia.org/wiki/Wojny_dorszowe
    Ja osobiście jestem zainteresowana, aby móc pójść do skelpu i kupić rybę, a WWF niech wojuje na szczeblu, gdzie coś można ździałać w skali makro, patrz dołączony link. Świetnie, że mamy dorsza certyfikowanego i oby tylko taki był na półkach sklepowych. Jeśli tak nie jest, to znaczy, że WWF jest niekusteczny i w dodatku przejadają dotacje Norwegii, Islandiii Lichtensteinu na tych śmiesznych warsztatach. Przepraszam, ale się wściekłam i spuściłam powietrze !

    Pozdrawiamy serdecznie
    Tapenda


    Straszne pranie mózgu Wam zafundowali. Opinia oczywiście subiektywana.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kasiu, nie rozumiem co masz do „Kampanii na rzecz ochrony różnorodności biologicznej mórz i oceanów”? Zgadzam się z tym, że nasz wpływ na wielką międzynarodową politykę jest znikomy, jednak małymi kroczkami, to my decydujemy jaki będzie popyt...Ty masz świadomość certyfikacji ryb, jednak ręczę Ci, że większość nie zwraca na to uwagi.

      Usuń
    2. już ci tłumaczę mój punkt widzenia: gdybyś nie zrobiła calej demagogii, to to, co widzałam na fotkach wziełabym za fotorelację z kolejnych warsztatów kulinarnych. Oklepane, bez polotu, nikt się nie wysilił, aby zrobić coś, co by wyróżniało tę kampanię. Stracone pieniądze. Abyśmy się zrozumiały Marzenka, nie piję do ciebie, tylko do WWF - cieniutko!


      Pozdrawimy serdecznie
      Tapenda

      Usuń
    3. Przepraszam, że wtrącam swoje trzy grosze, ale pozwolę sobie nie zgodzić się z opinią, że "cieniutko", że "oklepane" i "bez polotu".
      A niby jak miałoby być nie-cieniutko, nie-oklepane i z polotem?
      Nazywasz demagogią to, co napisała Marzena, czy może to, co przedstawiono nam na warsztatach?
      Twierdzenie, że my, konsumenci nie mamy wpływu na politykę sprzedawców ryb (nazwijmy ich dosłownie), ja osobiście odbieram dokładnie tak samo jak twierdzenie ludzi, że nie idą na wybory, bo przecież ich głos nie ma znaczenia. Otóż ma.
      Jeśli Ty, ja, Marzena i milion innych pań domu, nie kupi w sklepie danej ryby, wtedy przestanie być opłacalne zamawianie ich przez sklep i sprowadzanie do hurtowni. A skoro hurtownie nie będą miały zbytu, to i ich połów zmniejszy się. Jak mawiał klasyk, w kupie siła :)
      Najprościej siedzieć, nie dostrzegać problemu, a jak dostrzegą inni - zarzucić demagogię i inne dziwne rzeczy.

      Pranie mózgu nam ktoś zrobił, powiadasz? No to trzeba nam współczuć tylko, bo nic innego już chyba nie pozostało :)

      Kasiu, chętnie podyskutuję z Tobą na powyższe tematy, ale niech to będzie dyskusja oparta na merytorycznych argumentach, a nie niezrozumiałych emocjach. Emocje pozostawmy politykom ;)

      Usuń
  12. Właściwie bardzo fajna inicjatywa tylko w całym ekosystemie (nie tylko wodnym) najsłabszym jego ogniwem jest człowiek . Nie ten który żyje zgodnie z prawami natury, ale ten który nalezy do tzw świata rozwiniętego!

    OdpowiedzUsuń
  13. Swietny reportaż, dużo sie dowiedziałam, dobra robota Marzenko.

    OdpowiedzUsuń
  14. Makrela w papilotach mnie powaliła z moją ulubioną kaszą owsianą. Pięknie wszystko wygląda i super warszaty

    OdpowiedzUsuń
  15. Wspaniale spędzony czas. Nie żałowałabym nawet sekundy:)

    OdpowiedzUsuń
  16. super. Ja nurkuje, widuje wiele ryb i nie chciałbym, żeby którykolwiek z gatunków nie przeżył.

    OdpowiedzUsuń